czwartek, 20 października 2016

Czytanie nie boli, serio. A jeśli tak, to nic nie mów


źródło: pixabay


Ostatnio zrobiłam mały eksperyment na blogu. Byłam bardzo ciekawa reakcji ludzi na tytuł jednego z postów (a konkretnie tego o czarnym proteście). Z jednej strony interesowało mnie to, jak ludzie konsumują teksty, a dwa ilu z nich tak naprawdę zagłębia się w tekst nie kończąc na samym tytule. No i bardzo zaskoczyłam się.


Znaczy – bardzo, nie bardzo. W sumie trochę spodziewałam się, że część osób zarzuci mi, że niby jestem „przeciwko”, bo tak sugeruje tytuł. Wyszło, że sporo osób nawet nie klika w linki tylko lajkuje na oślep pewne treści, nie wczytując się w nie. Jestem nawet w stanie to zrozumieć, w końcu żyjemy w czasach, w których dziennie mamy tyle informacji do ogarnięcia, ile zwykle mieli ludzie przez rok w XIX wieku. Jakby tak każdy wszystko przyjmował jak leci, mózg eksplodowałby mu jak jajko w mikrofalówce.

Bardziej zaskoczyła mnie reakcja. Bardzo agresywna reakcja. Mimo tego, że ktoś tego posta nie przeczytał, wyrażał swoje zdanie na temat mnie i mojej rodziny do 5 pokolenia wstecz. Na komentowanie już czas znalazł. Wyrażał zdanie – lekko to określiłam. Zostałam zaatakowana stekiem wyzwisk, groźbami śmierci (w tym przypadku z poronienia, bo czarny protest) i innymi ciekawymi epitetami. POMIMO NIE PRZECZYTANIA WPISU. I moja logika gdzieś pobłądziła.

Taki tam przykład życzliwości ludzkiej i konstruktywnej krytyki. Było tego trochę więcej, ale celem tego tekstu nie jest bóldupienie na konkretne komentarze. Tak dla zobrazowania tematu.

Jak można ocenić kogoś po tytule wpisu? TYTULE. Kurde, chcesz się ze mną kłócić, chociaż zorientuj się w temacie, który poruszam. Jeśli ci się nie chce czytać, to weź cytryny kop czy turlaj dropsa. Co więcej – podziwiam odwagę takich osób, że pod własnym imieniem i nazwiskiem obrażają innych w taki sposób. Odwagę, a może w tym przypadku coś innego.

Uwielbiam, KOCHAM konstruktywną krytykę. Popartą argumentami. To pozwala rozwinąć się i korygować błędy (w końcu ktoś widzi to z zewnątrz, z innej perspektywy). Kocham dyskutować, dlatego powstał ten tekst, bo chciałam zmusić do myślenia. Jednak takie przykłady pokazują, jakie to bardzo trudne. Dlatego jeśli nie przeczytałeś, nie komentuj – bo niby na jakiej podstawie?

Mimo to zachęcam do komentowania ;) Podejrzewam, że skoro doszedłeś do tego momentu, to przeczytałeś post. Chętnie poznam Twój punkt widzenia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz