wtorek, 19 lipca 2016

Weź się czasem wyloguj


źródło: pixabay


Kocham weekendy. Znaczy tak bardziej od niedawna, kiedy nie muszę siedzieć na uczelni od rana do wieczora i nareszcie mogę spędzić te 48 godzin z Prawie-Mężem i psem. To też czas, gdzie staram się mieć wyłączony Internet w telefonie, a komputera to nawet nie odpalam. No bo ileż można?

Internety są super. Naprawdę. Wystarczy komputer czy telefon, by mieć dostęp niemal do całej ludzkiej wiedzy (ale też i głupoty, hyhyhy). Mimo odległości mogę komunikować się z bliskimi mi osobami niemal 24h/dobę. Dzięki Internetowi odkrywam niesamowite cuda wytworzone przez ludzi na całym świecie. Jestem na bieżąco z wydarzeniami i mam kontakt z najnowszymi produkcjami filmowymi czy serialowymi. A jak mam zły humor, to szukam śmiesznych kotów w Internecie i też jest super. Prawie zapomniałabym – przecież mam też tutaj bloga! 

Jednak mam wrażenie, że Internet to takie zjawisko zasysacza czasu, ale też wbrew pozorom relacji międzyludzkich. Pomyśl, ile dnia poświęcasz na surfowanie po necie? Ostatnio robiłam badania do magisterki i wyszło z nich, że większość siedzi ponad 4 godziny. 4 GODZINY! I to nie licząc tych, którzy pracują w Internecie. Wiesz, ile można przez ten czas zrobić? Powiem więcej – wszyscy badani przyznali się, że w sieci są codziennie. To teraz to wszystko pomnóż... Strata sporej części życia, nie?


Chodzą teraz takie zombie po ulicach, wiecznie z telefonem w łapie i jeśli nie relacjonują na bieżąco spaceru na snapie, to łapią Pokemony. W restauracjach zamiast wcinać zamówione danie, pół godziny cykają fotki, aż w końcu ono przestygnie. To samo w przypadku imprez – wszyscy siedzą, niby razem, ale osobno, bo każdy spogląda w fejsbuki i wrzuca selfie, gdzie „świetnie bawi się ze znajomymi”. Niby social media, a jakoś to towarzystwo się rozmywa. Przyznaję z bólem - też tak robię. Jednak staram się bardzo to ograniczać, gdy tylko najdzie mnie ochota na fejsbunia w towarzystwie. Stanowczo wolę człowieka niż ekran.

Trochę nie rozumiem, po co człowiek stworzył sobie drugą rzeczywistość. W jednej nie wyrabiam się na zakrętach, a tu wypada jeszcze wirtualną ogarniać. Siedzimy tak i staramy się być na bieżąco, kreując, jak bardzo mamy szczęśliwe życia, gdy tak naprawdę poza klawiaturą rozgrywają się codzienne ludzkie dramaty i bolączki. Gdzie to prawdziwe życie, gdzie emocje, gdzie szaleństwa? Bo chyba nie na tablicy Facebooka? Scrollujemy i zazdrościmy tych widoków, przeżyć i wolności, siedząc zamiast coś ze sobą zrobić. A wystarczy tylko wcisnąć od czasu do czasu „wyloguj”. Serio!


Kiedyś Internetu nie było. Tak, były takie czasy, choć szczerze mówiąc pamiętam je jak przez mgłę. Jestem już dzieckiem komputera, a z sieci korzystałam już w podstawówce (ale tylko godzinę dziennie! Dawniej net blokował dostęp do telefonu stacjonarnego, a komórki były pieruńsko drogie). Mimo to zawsze wiedzieliśmy, gdzie się spotykać pod blokiem na grę w nogę. Na wycieczkach patrzyliśmy na świat oczami (no, ja trochę czituję, bo jeszcze mam patrzałki), a nie przez ekran smartfona. Zamiast gier na tablecie dostawaliśmy kartkę i kredki. I też jakoś było. 

Nie mówię, że to, co mamy jest złe, bo jest bardzo dobre. Złe jest tylko w nadmiarze. Dlatego czasem warto nacisnąć wyloguj i po prostu... cieszyć się życiem takim po prostu, jakim go nam matka natura dała. Chociaż na te 48 godzin.

A wy jak często wylogowujecie się do realnego życia? Jak dużo spędzacie czasu w Internetach? ;) Dajcie znać w komentarzu!

Spodobał Ci się wpis? Udostępnij lub chociaż daj kciuka w górę na Facebooku, o tu. Dzięki!


29 komentarzy:

  1. Dobrze rozumiem, o czym myślisz. rzeczywiście wirtualny świat nas wciaga coraz bardziej. Jednak ja dobrze pamiętam czasy bez internetu i wtedy ganialiśmy siebie w berka a nie pokemony :). Dlatego pewnie staram się jak najwięcej być w realu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Żeby zmusić ludzi do wyjścia to trzeba wymyśleć apkę do Pokemonów... W dziwną stronę zmierza ten świat :P

      Usuń
  2. Święta prawda, nawet na wigilii pierwszy jest smartfon a nie karpik! Ja stronię od telefonu w towarzystwie ale czasem się nie da, bo co robić jak wszyscy gapią się w ekran? to trochę taka choroba cywilizacyjna...
    Przepraszam, że zmuszam Cię w weekendy do odpalenia neta, ale straciłam poczucie czasu przez zmianę strefy hue hue hue

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja staram się unikać świata wirtualnego i spotykać z ludźmi w tzw. realu. Dobra kawa, piwko, czy wspólna gra w planszówkę albo w escape room. Czasem wyłączam telefon i komputer - i po prostu ŻYJĘ W REALU! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. polecam każdemu, aby zrobił sobie taki internetowy audyt, polegający na spisaniu każdej minuty spędzonej w ciągu doby w internecie. To moja ulubiona metoda otwierania ludziom oczu na to ile czasu marnują. Kiedy już są świadomi skali problemu łatwiej ich z tego "wyleczyć".(^_^)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja chyba spędzam za dużo, ale staram się ograniczać :) Niestety, internet jest teraz ogromną częścią naszego życia i musimy nauczyć się go kontrolować :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Temat znany, całkiem powszechnie omawiany, a wydaje mi się, że na ten moment bycie online to element naszego życia. Taki jest znak czasów, próba uciekania czy ograniczania postępu jest z góry skazana na niepowodzenie (choćby dlatego, że o ile mogę nie wchodzić na FB, o tyle wiele ważnych tematów tam właśnie się przeniosło, więc wyłączenie powiadomień byłoby ryzykowne). A FB sam się aktualizuje, kiedy np. korzystam z nawigacji. Czy ktoś teraz korzysta z atlasu lub mapy na ten przykład? Rozumiem ideę Twojego postu, ale to, o czym piszesz raczej już nie dziwi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale w erze Pokemon Go zaczyna być dla mnie przerażające. Widziałam te zombie łapiące wirtualnie zwierzątka. To jest już meeeega dziwne.

      Usuń
    2. element naszego życia - ok, ale nie dajmy się zamknąć w wirtualnym świecie, ten prawdziwy jeszcze istnieje ;) Niektórzy zupełnie zapominają i stają się społecznie upośledzeni.
      Zamiast w Pokemon Go zagrajmy w Ludzi Go bez internetu i Łapmy z nimi kontakt :D

      Usuń
  7. Jak dobrze, że czasem mi się zwyczajnie nie chce tego komputera odpalać xD

    OdpowiedzUsuń
  8. Zawsze, jak się stresuję jakaś niemiłą sytuacją (głównie z fejsa) to mówię sobie, o co ci chodzi babo...to tylko internet!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, i jakiśs frustrowany jegomość, któremu w życiu nie wyszło! :D

      Usuń
  9. Moja pani profesor w college raz powiedziała, że internet jest jak ocean - "full of trash, but somethimes you get to find real goldfish" :D oglądaliśmy akurat film o zanieczyszczonych oceanach i pewnie powtarza to każdej klasie rok w rok XD Ale bardzo mi się to podobało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, ale coś w tym jest. Ile przebrniesz kotów w internetach, zanim faktycznie lookniesz na wartościowy artykuł? :P

      Usuń
  10. Ja staram się regularnie robic sobie dni wolne od internetu. Wyjeżdżając na urlop też staram się być z dala od komórki i laptopa. Dobrze to robi na głowę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak robie w weekendy najczęściej. Mam wtedy Prawie-Męża cały czas przy sobie <3

      Usuń
  11. Ja spędzam na pewno więcej niż 4 godziny :). Bez Internetu nie mogę pracować ;)

    Pozdrowionka,
    Smiley
    https://www.facebook.com/SmileyProjectPL/

    OdpowiedzUsuń
  12. Często tak mam, najczęściej w metrze lub tramwaju, że obserwuję ludzi, którzy wpatrzeni w swoje smartphony często przejeżdżają swoją stację. Coraz częściej stawiam na wieczór z książką, czy w parku. W ciągu dnia pracuję w oparciu o Internet, dlatego po południami mam już dość sieci. Staram się łapać czas, który jest dla mnie, by nie zapomnieć, jak to jest być offline.

    OdpowiedzUsuń
  13. Najważniejsze, to zachować umiar. Bo całkiem bez internetu, to nie mogłabym robić tego, co lubię. Ale siedzieć cały czas... Trochę szkoda życia :D

    OdpowiedzUsuń
  14. No cóż, świat wraz z technologią idzie do przodu i nic na to nie poradzimy :) Sama należę do osób, które wolą spędzać czas przy komputerze, ale to może dlatego że jestem gamer'em, to moja pasja i zajmuje sporo mojego czasu. No...może oprócz ostatnich tygodni w których to latam po mieście w poszukiwaniu Pokemonów :D Ale najczęściej widzę to w środkach komunikacji, zazwyczaj mam na uszach słuchawki i gdzie nie spojrzę, wszyscy wgapiają się w telefon podczas gdy ja całą jazdę oglądam krajobrazy za oknem. A najgorzej jak ktoś zajmie mi miejsce przy oknie a nawet nie patrzy co za nim jest -WRRRRRR!
    Bardzo fajny temat wybrany i fajnie napisane :)
    www.bellalicious.pl

    OdpowiedzUsuń
  15. Prawda prawda :) ale ja jednak bardzo cenie sobie sieć. Pomogła mi w życiu wiele razy w bardzo poważnych sytuacjach. Znajomości w sieci są często powierzchowne. Ale chyba tak to jest, że coś za coś. Postęp, nowość i uzależniamy się. Tak jak od samochodu, telefonu ... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Spędzam dużo to prawda, ale prawie zawsze w konkretnym celu.

    OdpowiedzUsuń
  17. W dzisiejszym świecie dostęp do Internetu mamy na wyciągniecie ręki - jeśli nie w smartfonie, to w tablecie, a nawet w czytniku książek, więc naprawdę trudno się naprawdę wylogować ;)

    To prawda - kiedyś Internetu nie było - znaczy był, ale mniej powszechny, nie było smartfonów, tabletów itp (ach, czasy mojej młodości). Czy było lepiej ? Hmm...trudno powiedzieć ;) Dzisiejsze dzieci i młodzież nie pamięta już tego czasu, gdy po szkole chodziło się na podwórko, bawić się ze znajomymi, gdzie pomimo tego, że nie było komórek, to wiedziało się, gdzie są znajomi. Teraz łapie się Pokemony :D

    P.S. Na Twojego bloga trafiłam dzięki grupie na FB :)
    Obserwuję i zapraszam do siebie: http://kosmetycznastronazycia.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Dokładnie tak, jak zauważyłaś - internet zawiera całą wiedzę i całą głupotę ludzkości. Sam w sobie nie jest niczym złym - to tylko narzędzie. I jak dla mnie, tego czy ktoś marnuje czas nie powinno się mierzyć godzinami spędzonymi w sieci, tylko jakością tego czasu. Zakładając, że chcemy nauczyć się jakiejś nowej umiejętności - kurs internetowy nie jest w niczym gorszy niż na przykład przeczytanie książki w papierowej wersji. Taki czas nie jest stracony, nawet jeśli z tego powodu ktoś spędza przyklejony do monitora 12 godzin dziennie. Podobnie, nie przemawiają do mnie podziały na "internet" i "prawdziwe życie" - bo sieć jest po prostu częścią naszego życia, a chociażby jednoznaczna ocena, czy np. kontakty społeczne zmieniły się dzięki temu na lepszy czy gorsze nie jest takie proste. Są inne :) P.S. Może powinnyśmy założyć jakąś grupę dla rudych Ann - blogerek? :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Też próbuję być chociaż przez większą część weekendu offline, choć teraz piszę komentarz w niedzielę ;)Jednak przez ostatnie dwa tygodnie naprawdę mało co zaglądałam do internetu, w końcu mam urlop rzeczywisty a nie wirtualny! Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń