wtorek, 5 lipca 2016

Kilka filozofii, z którymi spotkasz się przy organizacji ślubu


źródło: pixabay

Ślub to duże wydarzenie, niektórych wręcz przerastające w jego organizacji. Fakt faktem należy pamiętać o wielu rzeczach, często na długo przed planowanym terminem, dopinanie wszelakich formalności, chodzenie od Annasza do Kajfasza z jednym papierkiem i mnóstwo innych, nieplanowanych wyskoków. Właściwie wszystko jest na głowie Pary Młodej, ale hm... zawsze się znajdzie kilku pomysłowych Dobromirów, bez których rady wasze życie będzie puste.

Wesele jest dla gości

Owszem, na ślub prosi się osoby najczęściej z rodziny i najbliższego otoczenia, by towarzyszyły wam podczas składania sobie przysięgi przed Bogiem czy urzędnikiem (choć tu akurat na jedno wychodzi, i jedno i drugie uważa się za boga). Jestem pewna, że usłyszysz, że wesele nie jest już dla was, a dla gości i dla nich trzeba robić wszystko. Tak, jakby to nie mogło być dla wszystkich. Mimo wszystko bez Pary Młodej impreza nie odbyłaby się, więc... stwierdzenie z lekka z dupy.

Państwo Młodzi przychodzą tylko na gotowe

Trochę już nie te czasy, gdy Para Młoda miała najmniej do powiedzenia w tej sprawie. W końcu przyszli mąż i żona grają pierwsze skrzypce tego wydarzenia – to na nich spłyną wszelkie pochwały, ale i zażalenia odnośnie tego wydarzenia. Też oni podpisują wszelakie umowy. Poza tym tak najprościej - to są dorośli ludzie. Dlatego powinni mieć decydujący głos w sprawie własnego ślubu, rodzice powinni natomiast doradzać i podrzucać pomysły, a przede wszystkim wspierać w działaniach. Aktualnie jest tyle możliwości i różnorodnych opcji do wyboru, że warto siąść i przedyskutować, która z nich będzie najlepsza.

Jeszcze będziecie się nie raz kłócić

Jakby fakt, że staniesz właściwie na środku kościoła/urzędu i przed wieloma parami oczu będziesz musiał poprawnie wypowiedzieć przysięgę osobie, którą kochasz najbardziej na świecie, nie był wystarczającym powodem stresu. Jeszcze będziesz się o wszystko wykłócał – o gości, o salę, o kwiatki, o samochód, o pogodę, o kolor włosów i ich długość czy o to, że róża jest o pół odcień bledsza niż chcieliście. Pytanie tylko - po co? Skoro można to załatwić jak punkt wyżej.

Muszą być dodatkowe atrakcje

W końcu to jedyny najszczęśliwszy dzień w życiu. Trochę tak, jakby te następne, już w małżeństwie, miały być mniej szczęśliwe, ale ja nie o tym chciałam... Dlatego wszyscy będą wam doradzać atrakcje, jakich „nie miał nikt” – klauny na szczudłach, latające balony, gołębie, konfetti, fajerwerki, lampiony, fotobudki, krasnoludki i wróżki zębuszki, najlepiej wszystko na raz. Nie mówię, że to jest złe, ale w całym tym natłoku należy pamiętać o 3 kluczowych aspektach takiej imprezy: musi być co zjeść, czego się napić i przy czym zatańczyć. Choćbyście sprowadzili lwy bengalskie z najdalszego zakątka ziemi, to jak tego zabraknie, wesele będzie nieudane. A tak a’propos...

Wszystkiego musi być DUŻO

Czasem dużo za dużo. Stół wiejski uginający się od wędlin (a jeszcze co niektórzy poradzą wam wzięcie dziczyzny, bo to takie trendi i fest). Słodkie stoliki z milionem różnych czekoladek. Dań gorących osiemnaście, tak na wszelki wypadek. Na 100 osób wódki 200 butelek. Oczywiście musi być wybór w alkoholach, więc jeszcze zakup ogromną ilość wina, whisky i piwa. Nie dajcie się omamić i zwariować, bo człowiek też ograniczoną pojemność ma i nie napcha się w nieskończoność, nawet jak w kieszeni coś pomieści.


Co dodalibyście do listy filozofii weselnych? Podejrzewam, że to tematyka bez dna i można drążyć i drążyć, i drążyć...;)


Spodobał ci się post? Będę wdzięczna, jak zostawisz po sobie ślad albo chociaż puścisz lajka na Facebooku, o TU.

31 komentarzy:

  1. Filozofia którą ciągle słyszę- na weselu musi być zespół. U mnie był DJ i było super :D
    A co do atrakcji to polecam coś dla dzieci. Wystarczy zwykły kącik z zabawkami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, właśnie. To też słyszałam, jak planowałam DJ. Tylko zespół!

      Usuń
  2. Mnie najbardziej denerwuje, że każdy ma inną wizję i każdy musi dodać coś od siebie. I oczywiście tekst, że "po ślubie to się wszystko zmienia ". Kiedyś, gdy ludzie brali szybko ślub, bez dobrej znajomości siebie nawzajem, bez przetestowania w trudnych warunkach, czy bez wspólnego mieszkania, może tak było - teraz ślub nic nie zmienia oprócz samego stanu cywilnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla niektórych nadal jest koniecznością do tego, by ludzie mogli normalnie ze sobą żyć, niestety. Zgadzam się z Tobą w pełni i wysyłam milion serduszek! <3

      Usuń
  3. moim zdaniem najbardziej widoczna jest ta ostatnia ! co tam, że wszyscy najedliby się trzema daniami, ale to przecież będzie mało jedzenia! uhh :P ale ciężko z tym walczyć.
    www.sfavillare.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się totalnie! Niestety też słyszałam już niektóre z tych tekstów od osób, które do mojego wesela nie powinny się nadmiernie mieszać, ale co zrobić? Ze stwierdzeniami typu "wesele jest dla gości", albo "Kaśka miała fotobudkę, to wy też musicie, nie możecie być gorsi!" nie wygrasz.
    Przy okazji zapraszam do mnie, gdzie ostatnio zaczęły się pojawiać teksty o podobnej tematyce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E, jak się człowiek zaprze, to wygra. ;) Wyznaję zasadę nic na siłę :) Chętnie pooglądam :D

      Usuń
  5. O tak, ze wszystkim się zgadzam!
    Dodałabym jeszcze - musi być wesele! Bo sam obiad to nie wypada - nawet jak młodzi nie mają pieniędzy to mają wziąć kredyt i urządzać imprezę albo w ogóle ślubu nie brać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Święte słowa! :)
    Mnie teraz wkurza tez ciągłe pytanie rodziny "A Wy kiedy bierzecie ślub" ?
    Bleeee

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żyj i daj żyć innym ;) ja na takie zapytałabym "ciociu, a kiedy pogrzeb, już najwyższy czas?" ;)

      Usuń
  7. Ten tekst, że wesele jest dla gości jest tak denny, że jak to słyszę, to mam ochotę ludziom roześmiać się w twarz. Dla mnie najgorsze jest ciągłe zdziwienie, że my np. nie chcemy tradycyjnego ślubu i wesela, chcemy wyjechać i pobrać się w Las Vegas - ludzie ciągle wyzywają nas od dziwaków i szaleńców... a my mamy takie marzenie i chcemy je spełnić. Czy jesteśmy przez to gorsi niż Ci, którzy robią tradycyjne wesela? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie jesteście :) Ale wiesz co? Natchnęłaś mnie na kolejny post :)

      Usuń
  8. Moim ulubionym tekstem jest "ale musicie zaprosić ciocię Jadzię/Kazię/Zdzisię, bo przecież my byliśmy na weselu jej syna" - czyli weselu z tych, na którym miało się ok 6 lat i jedyne co się pamięta, to bolący brzuch po trzech porcjach lodów... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łe, jak ciocia Jadzia to jeszcze pół biedy. Gorzej, jak dostajesz ludzi, których nawet z gęby nie kojarzysz, co dopiero z nazwiska ;)

      Usuń
  9. Stwierdzenie że to najpiękniejszy dzień w życiu - moim zdaniem ciężko to określić tak o! Może i fajny i wesoły i wspaniały ale czy to ten jest najpiękniejszy? ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeraża mnie takie podejście do wesela jak do co najmniej jarmarku ulicznego. Zamiast skupić się na szczęściu Młodej Pary, skupia się na tym, aby goście mieli radochę. Ładnie to podsumowałaś.

    OdpowiedzUsuń
  11. moim zdaniem wesele jest przede wszystkim dla mnie. oczywiście z gośćmi również miło byłoby się liczyć i szanować ich, ale to jest jednak moja uroczystość i to jedna z najważniejszych w życiu. nie wyobrażam sobie robić wesela pod gości z pominięciem własnego widzimisię. no chyba, że byłabym organizatorką wesel ;)

    jeżeli komuś odpowiada opcja, że młodzi przychodzą na gotowe to spoko. nie ma nic złego w tym, że rodzina przygotowuje to przyjęcie dla nich. jeżeli wszystcy są zadowoleni i akceptują tę filozofię to nie jest ona wcale taka głupia.


    dla mnie głupie i trudne do wybrnięcia jest, że wypada zaprosić rodzinę, nawet jeżeli z tą rodziną teoretycznie dość bliską w praktyce nie ma się żadnych kontaktów. i tuż przed ślubem jest śledztwo, żeby zdobyć numer telefonu i adres i zaprosić ;) nie mówię o tutaj nawet o krewnych którzy mieszkają setki kilometrów i kontakt ogranicza się do kartek świątecznych i telefonów z okazji świąt, tylko o tej części rodziny, z którą praktycznie w ogóle nie ma się kontaktu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym przychodzeniem na gotowe mialam na mysli, ze Panstwo Mlodzi "ne powinni" sie wtracac. Oczywiscie jak wola oddac sprawy w cudze rece to wtedy nic sie nie dzieje, ale nikogo takiego nie znam... ;)

      W sprawie rodziny tez fakt, ja w miare ze wszystkimi trzymalam kontakt wiec tego problemu nie mialam :)

      Usuń
  12. Teraz na wesela nie idzie sie po to aby sie nażreć bo kazdy na codzien ma to samo w domu. Skonczyly sie czasy kilogramow plackow. Stolow wedlin i kilku obiadow.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja wyznawałam filozofię najbliższych mi osób. Byli tylko Ci naprawdę bardzo bliscy.

    OdpowiedzUsuń
  14. U mnie było jeszcze "musi być wesele, bo inaczej to będzie stypa"

    Gosia z grupy na FB :)

    OdpowiedzUsuń
  15. My mamy ślub za rok, ja nie lubię tańczyć, ani robić niczego pod innych, więc mamy tylko przyjęcie na 40 osób + ślub cywilny w plenerze, wyobraź sobie co nas czeka. :D Już miałam focha taty, bo on chciał zrobić typowe wesele, już słyszę, że bd stypa, bo co to robić na takim przyjęciu. ;) Dla mnie to ma być spotkanie z najbliższymi, którzy razem z nami świętują ten ważny dzień, jeśli coś komuś nie pasuje, nie zmuszam do przybycia. ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Zdecydowanie przyda mi się ten wpis!


    www.polinefashion.pl

    OdpowiedzUsuń
  17. Wesele powinno być dla młodych. To oni są najważniejsi. A zbyt często wesele jest ... na pokaz. Dobra szkoła wzajemnych rozmów/kompromisów może być przed zorganizowaniem wesela. Szczególnie o finansach ciężko się rozmawia.... Gdyby kogoś interesowała część kosztowa organizacji wesela zapraszam do siebie, nie dawno pisałam na ten temat.

    OdpowiedzUsuń
  18. Wszystkiego musi być DUŻO - oj tak! My jesteśmy po ślubie już lekko ponad rok, zorganizowaliśmy wszystko sami - było przy tym sporo nerwówki i mnóstwo przygotowań, ale warto było! Pamiętam jak obkupiłam się w ciastka do candybaru, a w rezultacie zjadłam tylko jedno i to nie do końca, bo było za słodkie, a całą resztę rozdałam gościom :D :D

    OdpowiedzUsuń