wtorek, 21 czerwca 2016

Czego nauczyły mnie studia?


Źródło: pixabay


Stało się.  5 lat uciekło jak z bicza strzelił i nagle dopadło mnie „życie po studiach” – o ile takie w ogóle istnieje.  No, prawie, bo jeszcze obrona odłożona w czasie, wyniki paru egzaminów... Co nie zmienia faktu, że w październiku nie przekroczę progu uczelni, by spędzić w niej całe dnie zdobywając upragnioną wiedzę. To już za mną. Nigdy więcej chodzenia na głodnego, imprez do rana, nauki po nocach... Aż mnie pewna nostalgia dopadła. 

Poza tym, że uczelnia swoją łaskawą ręką podaje wiedzę teoretyczną „na tacy” – choć wiele przedmiotów można było zamienić na coś bardziej praktycznego, ale ciiii- to jest także dobrą lekcją życia. Nic szybciej nie da ci z buta w twarz jak bycie studentem – tym najniższym szczebelkiem na całej drabinie życia naukowego. Chcesz się przekonać, co cię czeka? Zapisz się na studia!

Tekst z przymrużeniem oka, choć w dużej części życiem pisany, więc proszę o dozę dystansu w jego interpretacji. :)

Matura to bzdura – sesja is coming

Jak byłam przed maturą, bałam się, że nie ogarnę całości materiału do maja i przez to świat mój się skończy. No przecież to całe 3 lata nauki, to niewykonalne. Po pierwszym roku studiów byłam już pewna, że byłabym ją w stanie pyknąć ucząc się zaledwie tydzień. Faktycznie sesja to taka matura średnio co pół roku, tylko że czas na przyswojenie materiału jest znacznie, znacznie mniejszy niż w liceum. 
Ej, ale się da. Tylko przygotuj sobie 20 litrów energetyków/kawy/yerby, zapałki na oczy i zapomnij o śnie na 2 tygodnie. Co najmniej.

Alkohol jest dobrą walutą...

Prawdą jest, że za 20 zł nic nie załatwisz, ale pół litra to coś zupełnie innego. Och, ile notatek, korepetycji, materiałów się za to „kupiło”, to chyba trzeba byłoby liczyć w hektolitrach. ;)

... i powodem ciekawych historii

Jestem studentem i nic, co alkoholowe nie jest mi obce. No dobra, nie piłam sławetnej wódki na płynie do mycia naczyń. Imprezy studenckie są dość mocno zakrapiane alkoholem. No cóż, ponoć żadna dobra historia nie zaczęła się od mleka, a te ze studiów często wspominane są latami.

Jest zawsze za mało pieniędzy

Ja nie wiem, jak to się działo, ale na studiach pieniądze znikały jak sen jak złoty. Przez pierwsze miesiące głoduje się, ale jak już wyrobi się nawyk planowania budżetu, to idzie przeżyć do 1-go (szczególnie, że rodzice wysyłają pieniądze 15-go ;) ).

Panie z dziekanatu

Całujcie po stopach panie z dziekanatu wy, co załatwicie u nich sprawę od ręki. Zazwyczaj są tam kobiety pracujące, co żadnej pracy się nie boją, ale kontakt ze studentem niekoniecznie preferują. A to dokumentu zbraknie i to twoja wina, a to przedmiot z usosa wyrzuci i to twoja wina, a to w ogóle sprawę masz i to twoja wina. Nie daj Boże wejść na minutę przed otwarciem lub po zamknięciu dziekanatu dla studentów – chyba że jesteś Daenerys, Matka Smoków, Zrodzona z Burzy itd. Inaczej czeka cię sroga porażka w walce z rozwścieczoną Halinką. Aczkolwiek to bardzo przydatne doświadczenie na później, jak przyjdzie zawalczyć z polskimi urzędami...

Hah, do dziś pamiętam pewien dzień, w którym poszłam załatwić coś do dziekanatu, patrzę na tablicę korkową jednej z pań tam urzędujących i znajduję wielką kartkę zapisaną równie wielkimi literami – „DON’T LET IDIOTS RUIN YOUR DAY”. Motywujące od razu.

Proszę państwa, to jest studiowanie

Kadra naukowa jest różna. Znajdą się ludzie do rany przyłóż, ale i tacy, co bez tarczy nie podchodź. To nie liceum, gdzie są pewne normy, które nauczyciel musi wypełnić. Tu dostaniesz 2 za to, że przyjdziesz na zajęcia, bo tak. Albo za to, że nie przyjdziesz. Albo, że żyjesz. Zaliczanie przedmiotów to często stąpanie po cienkim lodzie i próba wyczucia drugiej strony. Czasem wystarczy, że na egzaminie ustnym na pytanie o dżdżownicy opowiesz, że dżdżownica przypomina trąbę słonia, a słoń to... A czasem powiesz z pamięci całą przeczytaną książkę pana doktora i będzie za mało. Taki już studenta los.

Raz zaryzykowałam na egzaminie i narysowałam „laurkę” dla pana doktora na kartce, na której miałam też odpowiedzi na pytania. A co, raz kozie śmierć, a kwiecień plecień. Nie wiem, na ile mi to pomogło w zdaniu, ale podzieliłam się tym patentem z kolegami z roku. Od tamtej pory rokrocznie na drzwiach owego pana doktora pojawia się galeria obrazków studentów z egzaminu. Do takich rzeczy to wyewoluowało. Pozdrawiam, Panie Doktorze, to moja wina! :)

Juwe, juwe, juwenalia!

Najlepsza-impreza-ever. Tydzień błogiego stanu upojenia alkoholem, dymem z przestrzeni grillowej i dźwiękami z koncertów za 2 złote (no bo przecież jesteś studentem!). Nigdzie indziej nie poznasz tylu ludzi i nie poczujesz się bardziej wolny. Pamiętam jak wzięliśmy koleżankę, która bawiła się rokrocznie na Woodstocku i ona strefy grill się nie boi, bo nie jedno już widziała! Po owym przejściu kazała wyznaczyć sobie okrężną drogę. ;)

A, wiecie, jak najlepiej wkurzyć studenta UJ? Zapytać, kiedy ma juwenalia. Zazwyczaj każda uczelnia poza ogólnouczelnianymi imprezami ma też swoje strefy, ale w Krakowie nie UJ. UJ jest ponad to. UJ ma ogólnouczelniane i ... już. Taaaak, odczułam to na własnej skórze też...

Kierunek nie gwarantuje pracy

Wiadomo, że są lepsze i gorsze kierunki. Po jednych nieco łatwiej, a po drugich pierwszym krokiem w karierze zawodowej będzie kasa w Macu. Jednak kierunek nie gwarantuje pracy – to twój upór, chęć rozwoju i szczęście. Najlepszemu studentowi prawa może w życiu nie wyjść, a student europeistyki stanie się dyrektorem działu w firmie. Poza tym co uczą na studiach liczy się, co masz w głowie i w sercu.


Życie studenckie jest fajne. Życie studenckie jest pełne wyzwań i braku snu. Życie studenckie to cholerny burdel na kółkach, które musisz ogarnąć na już. Ale warto, nawet tylko po to, by mieć co na stare lata wspominać. 

Macie swoje wspomnienia ze studiów? Podzielcie się w komentarzu i puście lajka na Facebooku!

18 komentarzy:

  1. To teraz życzę powodzenia. Wiele ludzi zaraz po studiach ochoczą chcą wkroczyć w dorosłe życie i niestety doznają zderzenia z rzeczywistością :) Na studiach nikt nie mówi, że łatwo później nie będzie.
    Oby Tobie się powiodło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) aczkolwiek dupą sparzyłam się już kilka razy, więc wiem, czego się spodziewać ;)

      Usuń
  2. Ja mam to już za sobą i wspaniale wspominam ten czas :) na swoje studia wybrałam się z pasji niż z chęci znalezienia jakiejś pracy po nich i wydaje mi się, że to był strzał w dziesiątkę.
    Trzymam kciuki za Twoją obronę, powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hohoho, studia - temat rzeka! Trochę Ci zazdroszczę, bo u mnie wciąż 10 przedmiotów do zaliczenia, a i magisterka jeszcze nie zaczęta. Ale taka jest cena Erasmusa. Jak dla mnie najgorszą myślą jest to, jak moje życie będzie wyglądało bez studiów.
    Powodzenia na obronie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No. Trochę to dziwnie, bez takiego bata nad głową. :)
      Ciiicho, jeszcze nie wszystkie wyniki dostałam :D a Ty powoli się wygrzebiesz, spokojnie :)

      Usuń
  4. Ja studia skończyłam ładnych parę lat temu, ale widzę że przez ten czas nic się nie zmieniło. Alkohol był i będzie najlepszą kartą przetargową ;) Pozdrawiam. Luiza.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak to koniec z imprezami do rana? Ja właśnie po studiach zaczęłam to prawdziwe życie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beda imprezy do rana, jak małe zacznie ryja drzeć w nocy, haha :D wolę się na zapas wyspać :D

      Usuń
  6. O tak, to zdecydowanie burdel na kółkach... :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Alkohol to nie tylko dobra waluta ale i przyjaciel, jak sesja nie pójdzie :D Będę trochę tęsknic za tymi czasami studenckimi, to miało niepowtarzalny klimat. No i trafne podsumowanie- najważniejsze i tak co sami wyniesiemy i jak zabierzemy się za życie ,,po studiach" a nie to czy skończyliśmy mniej lub bardziej ''makowe" studia, wiele osób o tym zapomina :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Panie z dziekanatu to władza, z którą należy się liczyć, każdy się z nią liczył, a kto się nie liczył, ten biegał po całej uczelni, bo zawsze coś było nie tak. Miałam jednego wykładowcę, który tak samo jak my, studenci, nie lubił swoich zajęć, więc często gęsto spędzaliśmy je na piwie z wykładowcą. Więcej się wtedy nauczyłam niż na sali :)

    OdpowiedzUsuń
  9. To pozostaje życzyć powodzenia! Co do pań w dziekanacie to miałam ogromne szczęście, bo obie były super babkami! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja jestem aktualnie na czwartym roku, w przyszłym się bronie, a od października zaczynam kolejne i studia to skarbnica anegdotek i absurdalnych historii. Począwszy od imprez, budżetu czy prowadzących. Na pierwszym roku mieszkałam obok świetnych dziewczyn z innego kierunku na moim wydziale i razem uczyłyśmy się do sesji - w nagrodę za nauczony materiał zawsze był papieros i piwo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja na studiach z Prawie-Mężem mieszkałam, więc to tak... no grzecznie było :D

      Usuń
  11. Ciekawe doświadczenie, ale niczego niestety nie gwarantuje :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zatęskniło mi się za studenckimi czasami ;) Chyba najlepiej wspominam naukę przez fejsa, sprzątanie żeby tylko się nie uczyć (u mnie to się sprawdza), robienie prac zaliczeniowych, przekręcanie wyrazów po 2 godzinach snu i kawa z automatu na uczelni :D Wróciłabym do tego :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Fakt kierunek nie gwarantuje pracy i nie gwarantuje tego, że będziemy wykonywać swój "wyuczony" zawód - generalnie wiem, co piszę - proszę o to mój przykład. Jeśli masz marzenia i niezrealizowane pasje, to one dadzą znać o sobie w odpowiednim momencie - czasami nieoczekiwanym i wtedy możemy zrobić zwrot o 180 stopni.

    OdpowiedzUsuń