piątek, 15 kwietnia 2016

Dziewczyny, nie idźcie tą drogą!



Źródło: pixabay


Ostatnio na blogu AnetyNieZając przeczytałam tekst, w którym autorka zwraca uwagę na lenistwo dziewczyn w kwestii dbania o własny wygląd. Prędzej kupimy pierdółki do domu niż dla siebie ładny ciuch. Łatwiej założymy rozciągnięty dres i stare trampki niż sexy sukienkę i szpilki do nieba, kiedy zamierzamy iść do sklepu po bułki. Trochę w tym racji ma, ale też trochę nie.


Nie demonizujmy dresów


Faktycznie, kobieta powinna być zadbana. Pokuszę się o szersze stwierdzenie – każdy człowiek powinien być zadbany. Tak, facetów też to dotyczy. Mimo to jakoś tak bardziej wymagamy od kobiet, które powinny zachwycać zawsze i wszędzie. Jeśli facet założy skarpetki do sandałów (brr, aż mną wstrząsnęło!) jeszcze przymkniemy na to oko, ale nie daj Panie Boże kobieta. Baby muszą być zawsze fest, bo jak nie są, to pewnie feministki albo jęczące Matki Polki.

Zgadzam się z Anetą, że dziewczyny lubią być wygodne. Z drugiej strony taki mamy aktualnie trend na wygodę. Moda pozwala im sobie nieco odpuścić w wielu stylizacjach – mówiła mi tak koleżanka, która ogląda blogi modowe (bo ja przecież nie, nawet nie wiem, kto to jest Maffashion! Ups…). Buty sportowe do eleganckich stylizacji. Dresy do marynarek. Przykładów jest mnóstwo! Także nie skreślałabym od razu tych nieszczęsnych dresów, o ile ma to jakiś tam stylizacyjny sens i nie wyglądają jak psu (czy kotu) z gardła wyjęte.

Dajcie dłuto!

 

Ostatnio za to zauważyłam odwrotny trend, który mnie przeraża. Nazywam go „przedbaniem o siebie”. Wiem, że piękno (a tym bardziej kobiety) jest tak niemierzalnym wskaźnikiem i tak subiektywnym, że pewnie dla innych to jest OK., ale… No ja nie mogę.

Jak się to objawia? Wyglądem perfekcyjnym do porzygu. Idealnie gładkie włosy nawet, gdy dziewczyna się budzi. Strojenie się jak na bal tylko w celu kupienia gazety w kiosku. Codzienny makijaż w formie idealnej gładzi szpachlowej pomimo młodej, cudownej cery (to mnie chyba irytuje najbardziej, wtedy mam ochotę sięgnąć po dłuto i dokopać się do tego naturalnego piękna!). Dorysowywanie kosmetykami rzeczy, których nie ma. Idealizowanie wyglądu wszędzie, gdzie się da. I to ma być jedyna słuszna ocena tego, czy FAKTYCZNIE jestem zadbana jako kobieta? No chyba nie.

Czy to zazdrość?

 

Ktoś pomyśli „Jeju, pewnie autorka tego tekstu jest gruba i wcina frytki na kilogramy, temu zazdrości fajnym laskom ładnego wyglądu”. Hm, wagę mam w normie, a frytki owszem, lubię. Jednak to nie jest zazdrość, a pokazanie pewnej ułudy, którą wielbimy się karmić. Bo jak dziewczynie spadnie sztuczna rzęsa z oku przy byłym to wpada w histerię. Jak puści jej oczko na wystąpieniu publicznym to zaraz chowa się w głąb najciemniejszej piwnicy, byle tylko świat o niej zapomniał. Nie wolno jej popełniać wizerunkowych błędów, bo inaczej wszyscy ją zjedzą na śniadanie. To już przechodzi w paranoję.

Tu chyba nie o to chodzi. Wiadomo, myć się należy i ciuszki prać, ale też codziennie katować cerę kosmetykami i wciskać na siebie niekoniecznie zdrowe obcisłe ubrania to też nie zdrowo. Dla mnie zadbanie o siebie to moja pewność siebie i poczucie własnej wartości. Brzmi górnolotnie, ale… Podoba mi się przykład, który przytoczyła Aneta odnośnie jej butów w szturmowce z Gwiezdnych Wojen oraz jej mamy w szpilkach. Fajny kontrast i szacun dla mamy, że zmienia buty nawet po górskich tripach. Ale z drugiej strony zwraca to uwagę na fakt, że mimo iż strój górski średnio na jeża pasuje do szpilek, po prostu się w nich dobrze czuła jako kobieta. Była dzięki temu PEWNIEJSZA SIEBIE. Dlatego jeśli kochasz swoje buty w szturmowców, adidaski w pieski czy glany po szyję, to czemu chcesz zapaść się pod ziemię na widok swojego eks? W końcu po coś je kupiłaś i je nosisz, a moda pozwala na różnorodne eksperymenty, więc calm down! :)


Często moim obuwiem są adidasy, baletki i glany. Szpilek nie noszę, głównie ze względów zdrowotnych, ale też nie czuję takiej potrzeby. Nawet na ślub ich nie założę. Lubię dresy, ale sukienką też nie pogardzę. Czuję się tak samo dobrze w związanych włosach i bez makijażu jak i w ułożonej fryzurze i od święta tynk-full-mejkap (tak, czasem też mi się zdarza!). Dbanie o siebie to po prostu zawsze czuć się pewnie i pięknie. Dla siebie. Dlatego jeśli lubisz się stroić, spoko, tylko nie wpadaj w panikę, bo jeden włosek z głowy jest nie w tę stronę. Serio nikt nie zauważy. A gdybym ja spotkała eksa w moich ulubionych butach w szturmowce uśmiechnęłabym się pod nosem, bo zwyczajnie dobrze mi ze sobą i kurde, niech żałuje, co stracił.

13 komentarzy:

  1. szpilki są niewygodne, choć lubię :) ale wiesz, nawet do sukni ślubnej trampki pasują !
    a mnie mój Ryj mówi ,ze jestem piękna nawet jak mam czerwony nochal,łzy od kataru po samiutką dupe i włosy podobne to siana :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wasza milosc w ogile jest piekna!
      I niech moc trampek bedzie z Toba! :D

      Usuń
  2. Mnie strasznie irytuje to demonizowanie dresów! :D Poza tym wychodzę z założenia, że każdy powinien wyglądać jak chce, póki to nie przeszkadza/szkodzi innym i sobie. Dresy i trampki też można zestawić w sposób seksowny i kobiecy, ale braku higieny już nie przeskoczymy :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo to taki idealny synonim wygodnictwa i lenistwa w ubiorze :) (w sekrecie powiem ze nie lubilam ich do zeszlego miesiaca, az kupilam idealne i sliczne <3)

      Usuń
  3. Ja właśnie widzę to "przedbanie" na każdym kroku. Myślę, że najważniejsze to czuć się dobrze ze sobą, a jeśli chodzi o wygląd to nie widzę potrzeby narzucania żadnych norm. Niech każdy ma swoją definicję zadbanej kobiety i mężczyzny, ale nie widzę jednocześnie powodu, by czepiać się ludzi, którzy poszli w dresach do sklepu. W zasadzie to czekam na moment aż w Polsce kobiety wrzucą bardziej na luz w kwestii wyglądu, niż staną się jeszcze zaabsorbowane każdym odstającym włoskiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kultura od nas wymaga i presja spoleczna, ale widze coraz czesciej odchyly odtej normy, na plus :) tylko te tutoriale tych strasznie sztucznych mejkapow mnie przerazaja i czekam na mode na natural beauty :)

      Usuń
  4. Post w punkt i totalnie popieram, ale to już wiesz :) Za to jakiś czas temu czytałam post pewnej znanej blogerki o wizycie w amerykańskiej szkole. Okazuje się, ze tam dziewczyny chodzą po szkole w dresach czy nawet... piżamie! :D Czym jest więc nasze wyjście w dresie do sklepu przy luzie amerykanów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, do ameryki to nam jeszcze troche brakuje :p

      Usuń
  5. Dobrze byłoby, żeby chociaż zawsze z tym dbaniem szła w parze inteligencja. Mam w pracy kilka takich przypadków, że laseczka spod igły a w głowie schowane to siano, które z siebie zdjęła.
    Jak się czuję przeziębieniowo to nawet do pracy w adidasach pójdę. Mam czasami problem by znaleźć czas i zadbać o siebie, ale generalnie lubię luz, nie sztywniactwo. Warto czuć się dobrze w swojej, nie sztucznej, skórze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ie stereotypizujmy :p ja wiem, ze znajda sie panny, ktore uroda probuja przykryc inne mankamenty,ale jednak wiele z nich ma w glowie wiele niz siano, a mimo to szaleja na punkcie wizerunku ;)
      A ja w dresach! Szczegolnie jak brzuszek boli. Ostatnia rzecz, ktora mam ochote wtedy zalozyc to obcisle jeansy :D

      Usuń
  6. Ważne, żeby dobrze czuć się ze sobą, a we wszystkim zachować złoty środek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie tyle zachowac, co go znalezc,bo niektorym sie wydaje, ze go maja... :)

      Usuń
  7. Moze jestem inna, ale mam całkowicie inne pojecie dbania o siebie. Dla mnie zadbana cera to brak makijażu, ewentualnie coś delikatnego żeby nie szkodzic skórze. Lubię dbać o siebie pijac różne ziolowe herbatki i stosując kremy, balsamy i rozne duperele. Rzadko na kwestie dbania o siebie patrzę pod kątem wyglądu, chociaz kg tapety u innych mnie razi.

    OdpowiedzUsuń