niedziela, 6 grudnia 2015

Nie lubię mikołajek

Źródło: pixabay
Jeżeli czytają to dzieci, to sio mi stąd, inaczej zniszczę wam wasze postrzeganie rzeczywistości. Uwaga, więc mówię – Mikołaj nie istnieje, przynajmniej w tej wersji rokrocznie przedstawianej nam w reklamach Coca Coli. Istnieje w zupełnie inny sposób - KAŻDY z nas JEST Mikołajem. I tu właśnie zaczynają się schody.


Ledwie skończy się dzień Wszystkich Świętych i Zmarłych, a już telewizory zalewa fala reklam z Mikołajem w tle. Bombki, choinki, skarpety i PREZENTY powinniśmy wyciągać zaraz po odpaleniu zniczy na grobach. Dzięki temu mam dość świątecznego klimatu jeszcze w listopadzie (o dzięki ci potęgo marketingu!), gdyż już wtedy zaczynam się stresować wszystkimi przygotowaniami, lataniem po sklepach czy pokonywaniem społecznej niechęci wobec tych wszystkich Januszów i Grażyn zakupów świątecznych w supermarketach.

Pal sześć robienie zapasów na święta jak na trzecią wojnę światową, niszczenie kręgosłupa podczas noszenia tych kilogramów jedzenia na czwarte piętro bez windy, a później spędzenie całego grudnia w kuchni, żeby to wszystko przygotować (oczywiście w ilości jak dla wojska) - to nie jest najgorsze. Większym stresem napawa mnie poszukiwanie prezentów, a po drodze są jeszcze Mikołajki.

Umówmy się – Mikołaj to ściema. Wygląda on ładnie w reklamach i jest dobrą podpuchą dla dzieciaków. Jednak w prawdziwym życiu nie ma nic za darmo i prezenty też z nieba się nie biorą (a mogłyby...), więc trzeba rozpocząć akcję „prezenty dla najbliższych”.

Faza I - trzeba wyczaić, o czym marzy osoba, którą zamierzasz obdarować. Mimo początkowego „Nieee, nic nie trzeba, nie kupujmy sobie prezentów, to bez sensu” cały czas myślisz, co mogłaby chcieć. 
Pro tip – nigdy nie powie Ci tego wprost. Nigdy. Nie łudź się. To bez sensu. Dlatego myślisz, główkujesz, pocisz się, obserwujesz tę osobę jak rasowy ninja (a nuż się odkryje) i... nadal nic nie wiesz. Zrezygnowany wyruszasz w podróż po sklepach czy galerii i liczysz, że może siła wyższa Cię natchnie i akurat trafisz.

Faza II – dotarłeś do "zagłębia konsumpcji". Jesteś przerażony liczbą sklepów, które musisz odwiedzić. Jeszcze bardziej przeraża Cię liczba ludzi – czy ktoś coś rozdaje za darmo? Idziesz z prądem tłumu, a próbując się z niego wyrwać niemal zostajesz zadeptany. Gdy się udaje, trafiasz do sklepu, który wygląda podobnie jak poprzedni. Wśród promocji 2 w cenie 3 poszukujesz tego jedynego, upragnionego prezentu. Zastanawiasz się, czy zestaw kosmetyków nie zostanie odebrany jako aluzja do częstszego mycia się, a kolejna para skarpet nie kusi Cię wcale a wcale. W końcu poddajesz się, wybierasz coś, co wydaje się, że będzie dobre i próbujesz wyjść. Próbujesz.

Faza III - gdy w końcu cały poobijany i ledwie żywy wracasz do domu, czekasz na godzinę 0. Przychodzą mikołajki. Ręce pocą Ci się jak oszalałe na tyle, że prezent wielokrotnie „omałoco” nie zalicza gleby. Myślisz - czy trafiłeś, czy ta osoba się ucieszy, czy może zawiedzie, a przecież tak się starałeś! Mówisz, że spotkałeś Mikołaja w drodze na śmietnik (gdy w końcu poszedłeś wyrzucić śmieci jak kazała, wrrróć... prosiła) i kazał przekazać ten pakunek jej (a nie do śmieci). Dajesz. Czekasz. Patrzysz. Nagle wszystkie te stresy związane z zakupem prezentu masz totalnie w dupie, bo widzisz, że ta osoba się cieszy. Mimo że „nie trzeba było”, pomyślałeś o niej. I to jest w tym wszystkim najlepsze.

Dlatego mówię – KAŻDY z nas jest Mikołajem. Każdy z nas przeżywa stres w związku z tym, czy spełnimy marzenia tej najbliższej osoby (lub osobom) w postaci tego drobnego upominku. Oczywiście, można zrobić coś własnoręcznie (aczkolwiek i tak trzeba wybrać się do sklepu, aby kupić części składowe, a zamówienie przez Internet w tym okresie może się przecież przesunąć, bo wszyscy teraz coś zamawiają), można kupić w sklepie, jednak nigdy nie masz tej pewności, że to będzie to. Jednak w momencie wręczenia i tego uśmiechu osoby obdarowanej to nie ma już znaczenia. Dlatego też nie lubię mikołajek... może inaczej. Mikołajki lubię, ale nie znoszę okresu „przedmikołajkowego”. :)

Jak minęły Wasze mikołajki? Byliście grzeczni w tym roku i dostaliście prezent? ;) Pochwalcie się!

2 komentarze:

  1. Fakt, Mikołaje to ściema, a ludzie w cywilizacji konsumpcyjnej podążają za modą jak zombie. I fakt, przykre to,że kiedy juz uda nam się przetrwać całą komercyjną otoczkę, to samych świąt mamy po prostu dosć. Myślę że i umnie powstanie wpis o konsumpcyjnym, wyimaginowanym przez marketing świecie. Pozdrowienia z Grecji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem, jak to właśnie mijają święta w Grecji! :D A ja pozdrawiam z tropikalnej Polski, gdzie aktualnie mamy po 10 stopni Celcjusza na dworze :)

      Usuń